sobota, 22 listopada 2025

Kołobrzeg - miasto nad morzem

Spacer po uzdrowisku.

Ten weekend spędzimy trochę nietypowo jak na nas, bo nad polskim morzem. Nie jest to częsta destynacja, gdyż zdecydowanie bardziej wolimy wędrówki górskie. Ale i nad Bałtyk zawitamy od czasu do czasu 😉. Motywacja tym większa, że moi rodzice są w sanatorium i przy okazji ich odwiedzimy.
Do Kołobrzegu przyjechaliśmy wczoraj wieczorem, po dłuższej niż planowaliśmy drodze, spowodowanej korkami na wyjeździe z Poznania. Dziś nie budzimy się skoro świt. Ze spokojem zjadamy w hotelu śniadanie i ruszamy na spacer po mieście.
Na początek kierujemy się na prowadzący równolegle do wybrzeża deptak imienia generała Władysława Sikorskiego. Na rogu z ulicą Artura Grottgera znajduje się Pomnik Sanitariuszki.


Pomnik Sanitariuszki w Kołobrzegu upamiętnia wszystkie kobiety, które w czasie II wojny światowej walczyły za wolność Ojczyzny, zwłaszcza w walkach o Kołobrzeg.


W sąsiedztwie pomnika, na środku deptaka, znajdują się pierwsze na naszym szlaku Mewy Mariany. Podobnie jak krasnale we Wrocławiu czy jelonki w Jeleniej Górze, tak mewy wtopiły się w krajobraz Kołobrzegu.

Mewa Marian Turysta z rodzinką.


Tuż obok turystycznej rodzinki znajduje się Mewa Marian Pirat, który usytuował się w sąsiedztwie nadmorskiego baru.


Korzystając z pięknej, słonecznej pogody nie idziemy dalej deptakiem, a schodzimy na plażę. W stronę mola i latarni morskiej pójdziemy wzdłuż delikatnie pobielonego nocnym opadem śniegu, brzegu Morza Bałtyckiego.


Jak to nad morzem bywa, w spacerze towarzyszą nam mewy. Głównie duże mewy srebrzyste, ale sporo jest również mniejszych od nich mew śmieszek, które bardzo chętnie pozują do zdjęć.







Brzegiem morza dochodzimy do kołobrzeskiego mola. O tej porze roku wstęp tutaj jest darmowy. Idziemy w głąb morza mając po lewej stronie widok na latarnię morską i usytuowany nieco bliżej betonowy pomnik. Za chwilę tam pójdziemy. Po naszej prawej zaś rozciąga się plaża i bezkres zimnej wody.




Na końcu mola znajduje się kawiarnia, a nad nią taras widokowy. Choć jest na nim dzisiaj bardzo ślisko, można tu wejść. Jednak podczas sztormów cały taras jest zalany, a woda przelewa się przez niego na drugą stronę.





Wracamy na stały ląd, spotykając po drodze kolejne mewy.


Na kamiennym murku w sąsiedztwie mola przysiadła sobie Mewa Marian na deskorolce.


Idąc dalej nadmorską promenadą imienia Jana Szymańskiego dochodzimy do pomnika poświęconego temu założycielowi i pierwszemu dyrektorowi Polskiej Żeglugi Bałtyckiej. Co więcej, Jan Szymański jest również honorowym obywatelem Kołobrzegu.


A wszędzie wokół nas wciąż przewijają się mewy, niektóre chyba bardzo głodne 😁.



Nadmorską promenadą dochodzimy do Pomnika Zaślubin Polski z Morzem. Upamiętnia on ceremonię, jaka odbyła się 18 marca 1945 roku w Kołobrzegu, która symbolizowała odzyskanie przez Polskę dostępu do Morza Bałtyckiego.




Spod pomnika niedaleko już do latarni morskiej w Kołobrzegu.


Latarnia morska w Kołobrzegu zbudowana została po zakończeniu działań wojennych w 1945 roku. Jej poprzedniczkę zburzyły wojska niemieckie podczas walk o Kołobrzeg. Wieża ma wysokość 26 metrów, a światło znajduje się na wysokości 36 metrów nad poziomem morza. Jego zasięg dochodzi do 18 mil morskich, czyli ponad 33 kilometry. Kupujemy bilety wstępu (aktualnie 15 złotych za bilet normalny) i wchodzimy na górę.




Z kołobrzeskiej latarni morskiej mamy widok 360 stopni. Na północy dominują oczywiście wody Morza Bałtyckiego. Możemy tu zobaczyć również wejście do portu w Kołobrzegu oraz molo.


Patrząc w kierunku południowym widzimy rzekę Parsętę, która w Kołobrzegu uchodzi do Morza Bałtyckiego oraz zabudowę samego miasta.


W oddali widoczna jest nawet kołobrzeska katedra, którą również mamy dzisiaj w planie odwiedzić.


Schodzimy na poziom terenu. Z tej perspektywy doskonale widać, że latarnia wybudowana została na murach dawnego Fortu Ujście, sięgającego swoją historią drugiej połowy XVIII wieku. U stóp latarni znajduje się pomnik komandora Stanisława Mieszkowskiego, obrońcy wybrzeża w 1939 roku i pierwszego polskiego kapitana Portu Kołobrzeg.





Zostawiamy forteczne mury zwieńczone latarnią za plecami. Czas trochę się ogrzać.


Po krótkiej przerwie ruszamy na południe w głąb miasta do Portu Jachtowego. Przechodząc przez Most Portowy wchodzimy na Wyspę Solną. Teren ten znajduje się pomiędzy wodami rzeki Parsęty i Kanału Drzewnego.




Tu trafiamy na kolejną Mewę Mariana. Tym razem jest to Marian Rowerzysta.




Na terenie Wyspy Solnej znajduje się kolejny fragment dawnej Twierdzy Kołobrzeg. Jest nim wybudowana w drugiej połowie XVIII wieku Reduta Morast, zwana również Redutą Bagienną. To ona wraz z widzianym wcześniej Fortem Ujście miała bronić dostępu do kołobrzeskiego portu.



Skoro znajdujemy się na Wyspie Solnej nie może dziwić fakt, że znajduje się tutaj źródło najprawdziwszej solanki. Co więcej, na terenie Wyspy Solnej znajdują się najbardziej zasolone wody, w których stężenie soli wynosi 6%. Dziś sól jest bardzo powszechna, jednak wiele lat temu nazywana była "białym złotem" i przynosiła Kołobrzegowi olbrzymie zyski i sławę. Pozyskiwano ją tutaj już w VII wieku naszej ery.


Opuszczamy Wyspę Solną przechodząc mostem w ciągu ulicy Solnej nad wodami Kanału Drzewnego. Idziemy na Targ Rybny usytuowany naprzeciw Portu Jachtowego, gdzie spotkamy się z Rybakiem (a nawet dwoma 😁).



W Porcie Jachtowym sprzedawane są ryby prosto z kutra. Dzisiaj jednak nie decydujemy się na zakup, wrócimy tu jutro rano, gdy będziemy wracać do Poznania. A teraz wracamy na ulicę Solną, przechodzimy na drugą jej stronę, dochodząc do stadionu Morskiego Klubu Sportowego Kotwica Kołobrzeg. To przy nim usadowił się Marian Piłkarz, kolejna mewa na naszym szlaku.


Idąc dalej dochodzimy do basenu należącego do Miejskiego Ośrodka Sportów i Rekreacji w Kołobrzegu. Przed wejściem do tego remontowanego aktualnie kompleksu stoi, a właściwie przymierza się do skoku do wody, Mewa Marian Pływak.


A dokładnie po drugiej stronie ulicy Śliwińskiego kolejny bohater. Tym razem Mewa Marian Kopernikański.


Przechodzimy na ulicę ppor. Edmunda Łopuskiego, przy której "gra" Mewa Marian Koszykarz. 


Ulicą ppor. Edmunda Łopuskiego ponownie przechodzimy nad wodami Kanału Drzewnego i rzeki Parsęty, za którą skręcamy w prawo, w ulicę Rzeczną i wzdłuż prawego brzegu rzeki kierujemy się na kołobrzeskie Stare Miasto. W jednej z bocznych uliczek dostrzegamy fasadę katedry. Tam jeszcze dzisiaj pójdziemy.


Dochodzimy pod budynek Muzeum Oręża Polskiego. Ponieważ ekspozycje wojenne nie leżą w kręgu naszych zainteresowań, rezygnujemy z wizyty w tej placówce. Za to bardzo ciekawi nas znajdująca się tutaj Kamienica Kupiecka - od 1963 roku siedziba muzeum. Piękny, XV-wieczny, gotycki budynek.


Spod siedziby muzeum idziemy ulicą Gierczak na plac Ratuszowy. Zanim jednak tam dojdziemy robimy przerwę obiadową. Dziś skusimy się na kuchnię ukraińską. A później już prosto pod ratusz z krótkim postojem przy Mewie Marianie Wolontariuszu WOŚP.



Centralnym i niewątpliwie największym budynkiem na placu Ratuszowym jest ratusz. Wybudowano go w latach 1829-1832 i w niczym nie przypomina pierwotnej budowli, którą zniszczyły wojska napoleońskie. Przez swój wygląd, kołobrzeski ratusz bardzo kojarzy się z warownym zamkiem. Tak zaprojektował go architekt Fryderyk Schinkel.



Przed budynkiem ratusza odnajdziemy ciekawe... włazy studzienek kanalizacyjnych. Jedna z nich upamiętnia 750-lecie lokacji miasta na prawie lubeckim, która miała miejsce w 1255 roku. Drugą wieńczy herb Kołobrzegu.


Po przekątnej w stosunku do ratusza znajduje się kołobrzeska katedra. Idziemy tam.


Po drodze odwiedzamy Turystkę, która akurat robi sobie selfie.


Bazylika Konkatedralna pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny to najstarszy kościół w Kołobrzegu. Jego historia sięga XIII wieku, kiedy to rozpoczęto budowę tej gotyckiej świątyni. O ile na początku służyła katolikom, w XVI wieku przekazano ją kościołowi ewangelickiemu. Na przestrzeni wieków kościół wielokrotnie był niszczony i odbudowywany. Największe spustoszenie przyniósł jednak rok 1945, kiedy to w czasie walk o Kołobrzeg bazylika została zburzona. Planowano ją wówczas rozebrać. Zdecydowano się jednak przekazać ją z powrotem kościołowi katolickiemu, który postanowił odbudować świątynię. Pierwszą, powojenną mszę świętą odprawiono tu w 1958 roku. Wchodzimy do środka.


Z racji kolejnych zawieruch historii wewnątrz nie odnajdziemy spektakularnych zdobień i zabytków. Jest jednak kilka elementów, którym na pewno należy poświęcić chwilę uwagi. Niewątpliwie pierwszym, co rzuca się w oczy po wejściu do świątyni są 4 filary po prawej, południowej stronie kościoła. Co w nich takiego niezwykłego? 
Otóż wyraźnie odchylają się od pionu o nawet 60 centymetrów. Powodem takiego stanu rzeczy jest niestabilny, podmokły grunt pod bazyliką. Dlatego też widoczne są metalowe pręty ściągające całą bryłę świątyni w jedną całość.


Barokowe epitafium rodu von Kameke z 1718 roku.

Wykonana z brązu chrzcielnica z 1355 roku.
U jej podstawy znajdują się 4 lwy, a zdobiące ją 26 płaskorzeźb
przedstawia sceny z życia Jezusa Chrystusa.

Wykonany w drewnie tryptyk Ołtarz "Trzech Króli",
na którym przedstawiono scenę pokłonu Trzech Króli.


Warto przystanąć na chwilę przy siedmioramiennym świeczniku umieszczonym w nawie południowej. Wykonany został w 1327 roku i jest obecnie jedynym w Polsce i tylko jednym z pięciu w Europie zachowanych gotyckich kandelabrów. To potężne dzieło o wymiarach 4 metry wysokości, 3,8 metra rozpiętości ramion i wadze 900 kilogramów odlano z brązu.


W nawie południowej znajdują się również warte uwagi stalle rajców. Te kolorowe ławy zdobione płaskorzeźbami wykonano w XIV wieku.


Opuszczamy wnętrze bazyliki. W międzyczasie zrobiło się już szaro, a co gorsza - bardzo zimno i zaczął doskwierać lodowaty wiatr. Zerkając jeszcze na usytuowany przed kościołem Pomnik Tysiąclecia Biskupstwa na Pomorzu wracamy ogrzać się do hotelu.



Idąc ulicą Armii Krajowej mijamy jeden z najbardziej kolorowych budynków w Kołobrzegu. To pochodzący z początku XIX wieku Pałac Brunszwickich, dziś siedziba Muzeum Miasta Kołobrzeg.


Zostawiamy za plecami pięknie oświetloną po zmroku katedrę i przechodząc na drugą stronę torów kolejowych idziemy do części uzdrowiskowej Kołobrzegu, gdzie znajduje się nasz hotel.


Długo jednak w pokoju nie zabawiamy. Po lekkim odświeżeniu się idziemy na spotkanie z rodzicami. Przy kawie i pysznym ciastku mile spędzamy wieczór w kawiarni na 8 piętrze hotelu z widokiem na całe miasto.


Tak kończy się dzień dzisiejszy. Wreszcie poznaliśmy Kołobrzeg, bo planowaliśmy tu przyjechać od bardzo dawna. Jutro ruszymy w drogę powrotną do Poznania, odwiedzając po drodze 👉kilka ciekawych miejsc na terenie województwa zachodniopomorskiego.

POZDRAWIAMY

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz