Jesienna wędrówka po Karkonoszach.
Przed nami weekend. I to nie taki zwykły, bo z racji przypadającego na wtorek 11 listopada święta 107. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości oraz dnia wolnego w poniedziałek 10 listopada (w zamian za święto 1 listopada przypadające w sobotę), zyskujemy tym samym długi, listopadowy weekend. Prognozy synoptyków są różne. Trochę słońca, trochę deszczu, zależnie od dnia. Korzystając z okazji, których w tym roku nie było zbyt wiele z racji kapryśnej pogody, wczoraj wieczorem przyjechaliśmy do Jeleniej Góry. To będzie nasza baza wypadowa na najbliższy czas.
Dziś mamy wczesną pobudkę. Ruszamy do naszych południowych sąsiadów, by pospacerować po czeskiej części Karkonoszy. Przez Szklarską Porębę, Harrachov i Rokytnice nad Jizerou jedziemy do miejscowości Horni Misecky. Samochód zostawiamy na parkingu (50°44'02.4"N 15°33'57.1"E), a opłaty za niego dokonamy po powrocie. Każda rozpoczęta godzina kosztuje tu 30 koron czeskich, a pierwsze 15 minut jest gratis. Naszą wędrówkę rozpoczynamy zgodnie ze wskazaniem szlaku żółtego, do którego dołącza po chwili szlak czerwony, a kawałek dalej zielony. W Horni Misecky znajduje się przystanek autobusowy, którym możemy dojechać do schroniska Vrbatova bouda. To również nasz cel, jednak nie pójdziemy tam najkrótszą drogą.
A z Vrbatovej boudy już blisko do Labskiej boudy, ale tam dzisiaj nie pójdziemy.
Początkowa wędrówka asfaltową drogą doprowadza nas do odbicia szlaku zielonego w lewo, którego śladem idziemy dalej. Tu zaczyna się w końcu prawdziwy, nieutwardzony szlak. To Krakonosova cesta (Droga Karkonosza) wytyczona w XIX wieku przez austriackie Towarzystwo Karkonoskie. Decyzję o budowie tego szlaku podjęto w 1888 roku, w 40. rocznicę panowania cesarza Franciszka Józefa I. Stąd też pierwsza nazwa Krakonosovej cesty - Jubileuszowa Droga Cesarza Franciszka Józefa I.
Budowa szlaku trwała pięć lat, a duży udział finansowy miał tutaj właściciel ziemski, hrabia Jan Harrach.
Dość długa i trochę już nudna wędrówka zielonym szlakiem doprowadza nas w końcu do pięknego widokowo miejsca. Jesteśmy U Kotelnich jam, czyli u stóp karkonoskich kotłów polodowcowych.
Kotelni jamy to dwa olbrzymie kotły polodowcowe, które rozdziela Skalna Grzęda. Położone są na południowych zboczach szczytu Harrachovy kameny (1421 m n.p.m.) i południowo-wschodnich zboczach góry Kotel (1435 m n.p.m.).
W tak pięknych okolicznościach przyrody robimy przerwę na specjalny posiłek. Zbliża się 107. rocznica odzyskania przez Polskę niepodległości. Tego samego dnia w naszym rodzinnym Poznaniu odbywają się uroczystości związane z imieninami ulicy Święty Marcin. Na tę okoliczność wypieka się pyszne Rogale Świętomarcińskie, które zabraliśmy ze sobą. Chyba nie znajdziemy dzisiaj piękniejszego miejsca, by zjeść te bomby kaloryczne. A przed nami jeszcze trochę wspinania, więc może choć trochę uda się je spalić 😅.
U Kotelni jamy to widok nie tylko na polodowcowe kotły. Mamy stąd również ciekawą panoramę na dalsze, położone w głębi Czech, części Karkonoszy.
Trzymając się cały czas wskazań zielonego szlaku ruszamy w dalszą drogę. Rozpoczynamy powolne wspinanie się w kierunku Dvoracek. Im wyżej podchodzimy, tym oczywiście coraz piękniejsze widoki mamy. Zza okolicznych szczytów wyłania się 👉Cerna hora (1299 m n.p.m.), bardzo charakterystyczny szczyt dzięki znajdującej się tam wieży telewizyjnej.
| Cerna hora (1299 m) z wieżą telewizyjną na szczycie. |
Nad nami zaś góruje Harrachvy kameny (1421 m n.p.m.), szczyt, na który zamierzamy jeszcze dzisiaj wejść.
Najpierw jednak dochodzimy do położonych na wysokości 1125 metrów nad poziomem morza Dvoracek. Dziś to restauracja i hotel, jednak w XVII wieku (a może i już XVI, bo źródła są tu niespójne) było to jedno z wielu w Karkonoszach letnich gospodarstw hodowlanych. Rozwój turystyki sprawił, że na przestrzeni wieków miejsce stało się oazą dla turystów wspinających się na grzbiet Karkonoszy.
Pomimo wysokości sięgającej ponad 1100 metrów nad poziomem morza, nie jest zimno jak na listopad. Termometr pokazuje całe 10 stopni Celsjusza. Przybijamy w Dvorackach pamiątkowe pieczątki w naszych książeczkach GOT i ruszamy dalej na szlak. Prowadził nas teraz będzie kolor czerwony.
Z mozołem wspinamy się zboczami wysokiego na 1435 metrów nad poziomem morza Kotela. Szczyt jednak obchodzimy bokiem, gdyż na wierzchołek tej góry nie prowadzą żadne szlaki. Wokół nas pojawiają się coraz piękniejsze widoki.
| Charakterystyczna z tej perspektywy kopuła Cernej hory (1299 m). |
W oddali ukazują się Góry Izerskie.
| Jizera (1122 m) i Bukovec (1005 m) w czeskich Górach Izerskich. |
| Czeski Smrk (1124 m) i polski Stóg Izerski (1108 m) w Górach Izerskich. |
Znacznie bliżej nas polska Szrenica (1362 m n.p.m.) i czeska Vosecka bouda (1251 m n.p.m.).
| Vosecka bouda (1251 m) po czeskiej stronie Karkonoszy. |
| Schronisko na Szrenicy (1362 m) w polskiej części Karkonoszy. |
A najbliżej nas Główny Grzbiet Karkonoszy.
| Łabski Szczyt (1472 m) |
| Śnieżne Kotły (Czarcia Ambona) (1490 m) |
| Wielki Szyszak (1509 m) |
Wędrówka zielonym szlakiem doprowadza nas do Růženčina zahrádka, czyli do Ogrodu Róży. Pod tą tajemniczą nazwą kryje się ułożony z kamieni okrąg, w którym wielu doszukuje się pogańskich korzeni. Tak naprawdę jednak jest to pamiątka po dawnym właścicielu tych ziem, hrabim Janie Harrachu, który przybył tutaj ze swoją żoną Rosą (po czesku Růženą) i zachwycony widokami kazał ogrodzić ten teren kamiennym murkiem i nazwać właśnie Ruzencina zahradka.
Nie ma się co dziwić księciu Harrachovi, bo widoki są stąd naprawdę piękne. Na wprost nas Śnieżne Kotły. Na prawo od nich Wielki Szyszak z widocznymi nadal ruinami pomnika cesarza Wilhelma I. Zaś na lewo doskonale widoczna Szrenica z budynkiem schroniska na szczycie.
My tymczasem idziemy dalej wytyczonym szlakiem, przez co Góry Izerskie za naszymi plecami stają się coraz mniejsze.
Dochodzimy do rozdroża U Ruzenciny zahradky, gdzie skręcamy w prawo, zmieniając kolor szlaku na zielony. Teraz zgodnie z jego wskazaniami wspinamy się na szczyt Harrachovy kameny, od którego dzieli nas już tylko odległość 500 metrów. Przy odejściu szlaku zielonego spotykamy nietypowy, czerwony znak. Jest to tzw. „znak niemy”. System znaków niemych wprowadzono po zakończeniu I wojny światowej w związku ze sporami, w jakim języku ma być wykonane oznaczenie szlaków (czeskim czy niemieckim). I tak "L" oznacza tutaj Labską boudę, czeski hotel górski położony na skraju Łabskiego Kotła.
Za znakami szlaku zielonego zdobywamy po raz drugi Harrachovy kameny, szczyt o wysokości 1421 metrów nad poziomem morza. Pierwszy raz byliśmy tu 👉ponad 4 lata temu. Wierzchołek zwieńczony jest granitowymi skałkami, stanowiącymi doskonały punkt widokowy. Zaś jego nazwa upamiętnia oczywiście hrabiego Jana Harracha.
Pod nami rozpościera się Velka Kotelni jama, większy z dwóch tutejszych kotłów polodowcowych. Za nim widać Skalną Grzędę oddzielającą go od Małej Kotelni jamy.
Z Harrachovego kamena widać również najwyższe partie Karkonoszy z najwyższą w tym paśmie Śnieżką (1603 m n.p.m.) na czele.
Na prawo od Śnieżki wyraźnie zarysowują się szczyty Studnicni hory (1555 m n.p.m.) oraz Lucni hory (1556 m n.p.m.), zajmujące odpowiednio trzecie i drugie miejsce na liście najwyższych szczytów Karkonoszy. A ten kamienny pomnik najbliżej nas to wzniesienie Vrbatovo navrsi (1412 m n.p.m.), nasz kolejny cel.
Zanim jednak ruszymy na dalszą wędrówkę, spoglądamy jeszcze na północną stronę, gdzie znajduje się Główny Grzbiet Karkonoszy. Tu oczywiście najłatwiej dostrzec budynek Radiowo-Telewizyjnego Ośrodka Nadawczego Śnieżne Kotły (RTON).
Trzymając się nadal wskazań zielonego szlaku ruszamy dalej. Schodzimy ze szczytu Harrachovy kameny, kierując się do widocznego w oddali pomnika. Z lewej strony towarzyszą nam nieustannie Śnieżne Kotły, a właściwie budynek RTON nad nimi górujący. Zaś przed nami wyłania się w pewnym momencie Przełęcz Karkonoska.
Na położonej na wysokości 1198 metrów nad poziomem morza Przełęczy Karkonoskiej doskonale widoczne jest polskie Schronisko Odrodzenie i czeska Spindlerova bouda.
Zgodnie ze wskazaniami zielonego szlaku osiągamy wysokość 1412 metrów nad poziomem morza, zdobywając Vrbatovo navrsi. Miejsce jest piękne widokowo i znajduje się tutaj naprawdę cudowny punkt widokowy. Jednak historia samego szczytu przywołuje tragiczne wydarzenia. Postawiony w 1924 roku kamienny pomnik upamiętnia narciarzy Vaclava Vrbata i jego przyjaciela Bohumila Hanca, którzy zamarzli tutaj 24 marca 1913 roku podczas biegu narciarskiego. Ku czci tego pierwszego powstało położone nieco niżej schronisko.
Zanim jednak pójdziemy do schroniska, podchodzimy na wspomniany punkt widokowy, skąd rozpościera się bardzo szeroka panorama Karkonoszy.
Najbliżej nas Łabski Kocioł i znajdujący się na Głównym Grzbiecie Karkonoszy budynek Radiowo-Telewizyjnego Ośrodka Nadawczego Śnieżne Kotły.
| Budynek Radiowo-Telewizyjnego Ośrodka Nadawczego Śnieżne Kotły oraz położony po jego południowej stronie Łabski Kocioł. |
| Labsky dul, czyli Łabski Kocioł w czeskiej części Karkonoszy. |
Na prawo od nich ciąg dalszy Głównego Grzbietu Karkonoszy, prowadzący przez Czeskie i Śląskie Kamienie na Przełęcz Karkonoską.
| Petrova bouda (1283 m) i Moravska bouda (1225 m) w czeskich Karkonoszach. |
| Schronisko Medvedi bouda (105 m) po czeskiej stronie Karkonoszy. |
| Polskie Schronisko Odrodzenie (1238 m) i czeski Hotel Spindlerova bouda (1198 m) na Przełęczy Karkonoskiej (1198 m) oraz górujący nad nimi Mały Szyszak (1439 m). |
Odwracając wzrok dalej w prawo mamy Śnieżkę (1603 m n.p.m.), najwyższy szczyt Karkonoszy i całych Sudetów. Doskonale widać również położone na Równi pod Śnieżką czeskie schronisko Lucni bouda.
A patrząc jeszcze bardziej na prawo, ponownie widzimy kopulasty szczyt Cernej hory (1299 m n.p.m.).
| Cerna hora (1299 m) - to również Karkonosze. |
Schodzimy do schroniska, w sąsiedztwie którego znajduje się betonowy bunkier. Niegdyś wiele takich wybudowano w Sudetach, by uchronić Czechosłowację przez wojskami Hitlera. Ten jednak jest miejscem wystawowym czeskiego Karkonoskiego Parku Narodowego.
Do Vrbatovej boudy można dojechać autobusem z niżej położonych Horni Misecek (stamtąd idziemy), a nawet z nieco dalej położonych miejscowości. Samo schronisko wybudowano w 1964 roku i tak jak już pisaliśmy, jest swoistym upamiętnieniem czeskiego narciarza Vaclava Vrbaty, który wraz ze swoim przyjacielem Bohumilem Hancą, 24 marca 1913 roku zamarzł na pobliskim szczycie podczas biegu narciarskiego.
Niestety w schronisku panuje tak duży ruch i nie ma wolnego miejsca, że rezygnujemy z ciepłego posiłku. Musimy zadowolić się przygotowanymi wcześniej kanapkami. Przybijamy jeszcze schroniskowe pieczątki w książeczkach GOT i ruszamy w dalszą drogę. Ponownie obieramy za przewodnika szlak koloru czerwonego, który asfaltową drogą sprowadza nas w kierunku miejscowości Horni Misecky. Jednak... nie najkrótszą drogą 😁.
Po przejściu nieco ponad 1,5 kilometra szlak odbija w lewo, kierując nas na leśną ścieżkę. Niebawem dochodzimy do kolejnego punktu widokowego. To Smidova vyhlidka.
Widok stąd nie jest już tak szeroki, jak z Vrbatovo navrsi.
| Widok na najwyższe szczyty Karkonoszy: - Śnieżka (1603 m), - Studnicni hora (1555 m), - Lucni hora (1556 m) oraz znajdujący się najbliżej nas szczyt Medvedin (1235 m) z wieżami telekomunikacyjnymi. |
| Śnieżka (1603 m) - najwyższy szczyt Karkonoszy i całych Sudetów oraz położona na zachód od niej Dolina Białej Łaby. |
| Polskie Schronisko Odrodzenie (1238 m) i czeski Hotel Spindlerova bouda (1198 m) na Przełęczy Karkonoskiej (1198 m). |
| Petrova bouda (1283 m) i Moravska bouda (1225 m) w czeskich Karkonoszach. |
| Wielki Szyszak (1509 m) |
Wracamy na szlak, który po drewnianych kładkach doprowadza nas na szczyt Medvedin.
Medvedin o wysokości 1235 metrów nad poziomem morza jest szczytem położonym w zachodniej części Czeskiego Grzbietu Karkonoszy. Jest bardzo popularny turystycznie, zwłaszcza w sezonie zimowym. Prowadzą tu dwa wyciągi krzesełkowe, jeden ze Szpindlerowego Młyna, drugi z Horni Misecky. Na śnieg jednak muszą narciarze jeszcze poczekać.
My tymczasem, trzymając się dalej wskazań czerwonego szlaku, rozpoczynamy schodzenie z Medvedina do Horni Misecky. A już na dole idziemy do restauracji na czeskiego knedlika. Nie udało się zjeść na górze w schronisku, uda się tutaj 😉.
W czasie gdy jedliśmy późny obiad zrobiło się już zupełnie ciemno i zaczął... padać deszcz. Ale mieliśmy szczęście. Cały dzień bezchmurne niebo i piękne słońce, a teraz pada. Idziemy na parking do samochodu. Musimy jeszcze tylko za niego zapłacić. Płatności dokonuje się w automacie parkingowym i jest możliwość wyboru gotówki lub karty płatniczej.
Zmęczeni ale też niezwykle usatysfakcjonowani przepiękną widokowo wędrówką wracamy do Polski, do Jeleniej Góry na zasłużony odpoczynek. Jutrzejszy dzień nie zapowiada się już tak ładnie. Póki co nie mamy ściśle określonych planów, co będziemy robić. Zobaczymy na ile pozwoli nam pogoda 😁.
POZDRAWIAMY☺






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz