Miało być z polskiej strony, a wyszło ze słowackiej.
Z Piwnicznej-Zdroju, gdzie znajduje się nasza kwatera, jedziemy w kierunku zachodnim. Naszym celem jest położona na wysokości 931 metrów nad poziomem morza Przełęcz Gromadzka, często nazywana również Przełęczą Obidza, skąd zamierzamy zdobyć położony na polsko-słowackiej granicy szczyt Eliaszówka (1024 m n.p.m.). Na przełęczy znajduje się parking i bacówka, w której można smacznie zjeść - tak przynajmniej pamiętamy to z 👉wędrówki na Radziejową, najwyższy szczyt Beskidu Sądeckiego, w kwietniu 2017 roku. Niestety szybko okazuje się, że obecnie dojazd na Przełęcz Gromadzką nie jest już możliwy. Jakieś 3 kilometry przed nią stoi znak zakazu ruchu, a samochód można zostawić na Parkingu pod Obidzą. Jakoś nie pasuje nam iść dodatkowe 6 kilometrów licząc razem w obie strony, zwłaszcza że zaplanowaliśmy na dzisiaj jeszcze drugą wędrówkę. Zatem szybka zmiana planów i ruszamy na Słowację. Nie stanowi to większego problemu, bo granica znajduje się niewiele ponad 3 kilometry od Piwnicznej-Zdroju.
Jedziemy na położoną na południowych stokach Eliaszówki górską polanę Zvir, zwaną również Hora Zvir. Oczywiście drogi trzeba trochę nadłożyć, by objechać góry. W nagrodę otrzymujemy za to cudowne widoki. Przy drodze numer 68 znajduje się punkt widokowy na Tatry (49°20'06.7"N
20°40'34.1"E), na którym się zatrzymujemy. Wokół nas wiosna, tam jednak widać, że nadal króluje zima.
Ostatecznie dojeżdżamy na wysokość ponad 800 metrów nad poziomem morza pod bramę greckokatolickiego Sanktuarium Matki Boskiej Litmanowskiej (49°23'27.0"N
20°38'07.1"E). Tam jednak podejdziemy później. Najpierw ruszamy na szczyt. Początkowo schodzimy asfaltową drogą nieco w dół, by przy szlakowskazie pokazującym wysokość "799 m n.m." odbić w lewo do lasu. Teraz już cały czas pod górę.
Prowadzi nas szlak w kształcie muszli. To oczywiście Droga św. Jakuba, której śladem dojdziemy aż na szczyt. Niebawem pojawiają się również znaki żółtego szlaku, które równolegle towarzyszą nam w wędrówce.
Nabieramy wysokości i pojawiają się pierwsze widoki. Najpiękniejsze panoramy będą jednak z wieży widokowej na szczycie Eliaszówki, którą widać już z daleka.
Po około godzinnej wędrówce dochodzimy na szczyt. Zdobywamy położoną na polsko-słowackiej granicy i wysoką na 1024 metry nad poziomem morza Eliaszówkę. To najwyższe wzniesienie Gór Lubowelskich (L'ubovnianska vrchovina), przez co Eliaszówka zaliczana jest do 👉Korony Beskidów Słowackich. Na szczycie znajduje się drewniana wieża widokowa, z której można bezpłatnie podziwiać szerokie panoramy Beskidów i nie tylko.
Patrząc w kierunku północno-zachodnim dostrzegamy Radziejową (1262 m n.p.m.), najwyższy szczyt Beskidu Sądeckiego. Tam również jest wieża widokowa, której zarys widzimy.
Kierując wzrok nieco bardziej na lewo, czyli w kierunku zachodnim, widzimy Trzy Korony (982 m n.p.m.) w Pieninach i Babią Górę (1724 m n.p.m.), najwyższy szczyt Beskidu Żywieckiego i Beskidów w ogóle.
| Trzy Korony (982 m n.p.m.) w Pieninach widziane z wieży widokowej na Eliaszówce (1024 m n.p.m.) |
| Babia Góra (1724 m n.p.m.), najwyższy szczyt Beskidu Żywieckiego widziany z wieży widokowej na Eliaszówce (1024 m n.p.m.) |
Niewątpliwie jednak największe wrażenie robią Tatry, choć panorama tych najwyższych w Polsce i Słowacji gór jest nieco przysłonięta przez drzewa. Dobrze, że o tej porze roku nie ma liści, bo byśmy tych gór nie zobaczyli. Jeszcze trochę i nie będzie ich widać wcale z wieży widokowej na Eliaszówce.
Nacieszywszy oczy pięknymi widokami schodzimy z wieży widokowej i opuszczamy szczyt. Wracamy tym samym szlakiem.
Po zejściu z powrotem do Zvir idziemy jeszcze na teren greckokatolickiego Sanktuarium Matki Boskiej Litmanowskiej, przed którym wita nas napis "Witamy na Górze Zvir, gdzie 35 lat temu objawiła się Matka Boska jako Nieskazitelna Czystość".
Z miejscem tym związana jest historia, kiedy to 5 sierpnia 1990 roku dwóm dziewczynkom objawiła się Matka Boska. Sytuacja powtarzała się kilka razy, a informacje szybko rozeszły się po kraju. Tak narodził kult Matki Boskiej Litmanowskiej na Polanie Zvir, a w efekcie powstało poświęcone Jej sanktuarium.
Na terenie sanktuarium panuje niezwykła cisza i spokój. Pewnie zgoła inaczej jest w czasie obrzędów religijnych, dziś jednak nic się tu nie dzieje. Po chwili wyciszenia wracamy do samochodu i ruszamy w drogę powrotną do Polski.
Ponownie zatrzymujemy się w punkcie widokowym na Tatry, by jeszcze raz spojrzeć na tę piękną panoramę.
Ostatecznie dojeżdżamy z powrotem do Piwnicznej-Zdroju, gdzie w jednej z restauracji, malowniczo położonej nad brzegiem Popradu, zjemy ciepły obiad.
Kalorie uzupełnione, można ruszyć w dalszą drogę. To jeszcze nie koniec na dzisiaj. Popołudnie spędzimy w Beskidzie Sądeckim na 👉wędrówce do Bacówki nad Wierchomlą.
POZDRAWIAMY☺


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz