piątek, 16 sierpnia 2024

Cudowne Bastei i Zamek Hohnstein w Saskiej Szwajcarii (Niemcy)

Niesamowity spektakl światła i cienia.

Dzisiaj zafundowaliśmy sobie bardzo wczesną pobudkę. Za oknem jeszcze ciemno, a my szykujemy się już do wyjazdu. Wszystko przez to, że czeka nas niespełna 3-godzinna podróż do Niemiec. Tę wycieczkę planowaliśmy od dawna i w końcu się udało! Jedziemy w Góry Połabskie do Parku Narodowego Saskiej Szwajcarii. Naszym celem jest niezwykła Bastei.
Z Jeleniej Góry, drogą krajową numer 30 przez Gryfów Śląski, kierujemy się na autostradę A4, której śladem przekraczamy polsko-niemiecką granicę. Kierunek Drezno. Do stolicy Saksonii jednak nie dojeżdżamy, gdyż nieco wcześniej zjeżdżamy z drogi szybkiego ruchu w kierunku południowym. Te okolice już trochę znamy z zeszłorocznego zdobywania 👉Korony Sudetów Niemieckich.
Na teren Saskiej Szwajcarii wjeżdżamy jeszcze przed wschodem słońca. Cały jej obszar tonie póki co w gęstych mgłach, ponad którą wynurzają się jedynie pojedyncze skalne ostańce. Przepiękny widok 😍.







Dojeżdżamy na płatny parking Basteiparkplatz Lohmen. O tej godzinie jeszcze niewiele miejsc jest zajętych. Mamy więc spory wybór 😁. Na wjeździe numery rejestracyjne pojazdu zostają sczytane przez system, a opłaty za postój dokonuje się w parkometrze. I co ważne, można płacić kartą. Zmiana butów, spakowanie plecaków i jesteśmy gotowi do rozpoczęcia wędrówki. 

MOST BASTEI


Ruszamy dalej asfaltową drogą, którą przyjechaliśmy, w kierunku Hotelu Bastei. Tu chyba zgubić się nie da, bo prowadzą nas aż cztery kolory szlaków: czerwony, niebieski, zielony i żółty.


Tuż za hotelem rozpoczynamy schodzenie. Trzymając się szlaków idziemy zgodnie ze wskazaniem szlakowskazu kierującego do Basteibrücke.


Tak dochodzimy na skraj Mostu Bastei. Zanim jednak na niego wejdziemy, tuż przed odbijamy w lewo na punkt widokowy. Leśna ścieżka doprowadza nas do kamiennych schodów, którymi wspinamy się na taras. Już po drodze możemy cieszyć oczy pierwszymi widokami przerzuconego pomiędzy skałami mostu.


Jednak to, co mamy możliwość oglądania z tarasu widokowego po prostu zapiera nam dech w piersiach ❗❗❗





Matka Natura zafundowała nam dzisiaj niezwykły spektakl. Wschodzące słońce, gęste mgły spowijające dolinę rzeki Łaby, które próbują przedrzeć się między formacjami skalnymi Saskiej Szwajcarii. I ten niezwykły światłocień. Wszystko razem nadaje dzisiejszej panoramie niezwykłej malowniczości, ale zarazem aury tajemniczości.









Opuszczamy punkt widokowy i idziemy na most. Słońce wzeszło już nieco wyżej i doskonale teraz oświetla kamienną przeprawę. Mgła zaczyna powoli ustępować. Tylko Dolina Łaby jest nią nadal gęsto spowita. I co jakiś czas dochodzą z dołu dźwięki przejeżdżających pociągów. Dziwne to uczucie, kiedy doskonale wszystko słychać, a nic nie widać.


Basteibrücke, czyli Most Bastei wybudowany został w XIX wieku. Początkowo był drewniany, później przebudowany na piaskowcowy. I taki możemy oglądać do dnia dzisiejszego. Most ma niespełna 80 metrów długości i wznosi się 40 metrów ponad dno wąwozu, nad którym został przerzucony.
Jak łatwo zauważyć, pisanie po skałach nie jest zmorą tylko czasów współczesnych. Również w XIX wieku ówcześni utrwalali swoją obecność tutaj w łatwym do obróbki piaskowcu.


I tak na przykład ślad po sobie pozostawił wybitny niemiecki fotograf Hermann Krone.




Spacerujemy po moście tam i z powrotem nie mogąc nacieszyć oczu otaczającymi nas widokami. Z jednej strony wystające ponad resztki mgły ostańce skalne Saskiej Szwajcarii. Z drugiej strony spowita mgłą Dolina Łaby. Jednak i tu co jakiś czas krajobraz zaczyna się wyłaniać z bieli.




Na skałach dostrzegamy pięknie kwitnące wrzosy. To niewątpliwy zwiastun nadchodzącej jesieni.







Poranne mgły dają ostatecznie za wygraną, odsłaniając przepiękne widoki na malownicze krajobrazy Parku Narodowego Saskiej Szwajcarii. Miejsce, w którym się znajdujemy to jedno z najbardziej znanych i najczęściej odwiedzanych atrakcji turystycznych w całych Górach Połabskich. Tym bardziej jesteśmy z siebie dumni i jednocześnie szczęśliwi, że zmobilizowaliśmy się do tak wczesnego przyjazdu. Dzięki temu przez większość czasu jesteśmy na moście po prostu sami! I mamy te widoki niemal na wyłączność 😃.


Ooo! I w końcu widzimy skąd pochodziły dźwięki pociągów 😁.


Nawet nie wiemy kiedy minęła godzina naszego pobytu na moście. Do rzeczywistości przywróciła nas coraz większa liczba ludzi, jaka zaczęła tu docierać. Czas ruszać na dalszą wędrówkę. Już tyle czasu minęło, a my przeszliśmy dopiero nieco ponad 500 metrów 😅. Trzymając się dalszych wskazań szlaków czerwonego, niebieskiego i zielonego, kolejny raz przechodzimy na drugi koniec mostu i rozpoczynamy schodzenie w kierunku miejscowości Kurort Rathen. Po lewej stronie mijamy pozostałości dawnego Zamku Neurathen. Możliwe jest ich zwiedzanie, jednak o tej godzinie obiekt jest jeszcze zamknięty. 



Na naszym szlaku pojawia się kolejny punkt widokowy. Znajduje się on na tyłach skały z dużym napisem w języku niemieckim.




A widoki? Oczywiście nie dorównują tym z Mostu Bastei. Jednak panorama Doliny Łaby jest stąd również przepiękna.



Pokonujemy niezliczone ilości schodów, opuszczamy granice parku narodowego i w końcu udaje nam się dojść do miejscowości. Zgodnie ze wskazaniem szlaków kierujemy się nad brzeg rzeki Łaby.




Idąc przez Kurort Rathen spotykamy jedynie pojedynczych ludzi, a całą okolicę ogarnia cisza i spokój. Ciekawe czy tu zawsze jest tak spokojnie, czy to tylko z racji jeszcze wczesnej pory?



Trzeba przyznać, że ta niemiecka miejscowość jest pięknie położona. Nad rzeką Łabą, u stóp potężnych skał Saskiej Szwajcarii - niezwykle malownicze miejsce.




Z tej perspektywy możemy spojrzeć wysoko do góry i odszukać miejsca, gdzie jeszcze przed chwilą byliśmy. Mostu jednak nie widać. Ten schowany jest za skałami.



Wąskimi uliczkami Kurortu Rathen, wzdłuż stanowiącej prawy dopływ Łaby, rzeczki Grünbach, wracamy na teren Parku Narodowego Saskiej Szwajcarii. Początkowo kamienna, później już nieutwardzona droga doprowadza nas do miejsca opisanego na mapach jako Amselgrund.








Dojście do Amselgrund oznacza dla nas, że musimy skręcić w lewo na widoczne schody. Skoro wcześniej schodziliśmy, teraz będziemy musieli wspiąć się z powrotem na górę.




Oznaczony kolorem niebieskim szlak jest jednak niezwykle malowniczy. To powoduje, że robimy częste przerwy, przez co z kolei nie czujemy zmęczenia schodami. Co więcej, czujemy się wręcz jakbyśmy weszli do innego świata.













Wśród bujnej i intensywnej zieleni, pokonując kolejne stopnie kamiennych schodów, dochodzimy do szlakowskazu. Znajdujemy się około 300 metrach nad poziomem morza, co oznacza po pierwsze koniec wspinania, a po drugie kolejny punkt widokowy na naszym szlaku.




Teraz mamy możliwość spojrzenia na skały, pomiędzy którymi przerzucono most, od strony północnej.



Na punkcie widokowym ponownie trafiamy na oznaki nadchodzącej jesieni.


Zgodnie ze wskazaniem szlakowskazów wracamy do Hotelu Bastei, zataczając tym samym pętlę. Zanim jednak na dobre opuścimy to miejsce, wchodzimy na jeszcze jeden punkt widokowy. Znajduje się on na wysokości 305 metrów nad poziomem morza, na szczycie skały Bastei, czyli Baszty.


Po porannej mgle nie ma już żadnego śladu i możemy teraz cieszyć się niczym nieograniczonymi widokami. Za to ludzi dużo więcej, o czym najbardziej przekonujemy się wchodząc jeszcze raz na most.






Aż trudno uwierzyć, że rano nie było tu nikogo 😲.




Rzucając ostatnie spojrzenia na skalne ostańce wracamy na parking. W stojącym tu parkometrze dokonujemy opłaty za postój w wysokości 12 € i ruszamy w dalszą drogę. Jeszcze nie do Polski 😉.




Z Bastei wracamy do głównej drogi i krętymi serpentynami wspinamy się do oddalonej o niespełna 10 kilometrów miejscowości Hohnstein.

HOHNSTEIN


Dojeżdżamy do centrum niewielkiego Hohnstein. Na rynku znajduje się parking, jednak postój tu wymaga posiadania specjalnych identyfikatorów. Pewnie można je nabyć w jakimś okolicznym sklepie. Nie będziemy jednak tracić czasu na poszukiwania. Wracamy nieco niżej na parking P1, usytuowany przy głównej drodze dojazdowej do miasteczka. Parking jest płatny, a opłaty dokonuje się w stojącym na wjeździe parkometrze. O tyle wygodnie rozpocząć stąd wędrówkę, że nie musimy iść główną drogą, a leśnymi ścieżkami, które doprowadzają nas pod sam zamek.


Zanim jednak pójdziemy do miasteczka, udajemy się na krótką wędrówkę po Parku Narodowym Saskiej Szwajcarii. Naszym przewodnikiem będzie szlak koloru zielonego, za którego wskazaniami ruszamy w kierunku skalnej groty.


Z tej perspektywy możemy podziwiać górujący nad Hohnstein zamek.





Malowniczo wijąca się leśna droga, którą idziemy, nazywa się Malerweg. Wokół nas prężą się ku górze potężne ostańce skalne. Pomiędzy nimi próbują je przerosnąć wysokie drzewa. Naszą uwagę zwracają zwłaszcza ogromnych rozmiarów tuje. Zazwyczaj kojarzą się krzewami, a tymczasem to najprawdziwsze drzewa!




Zielony szlak doprowadza nas w pobliże skalnej groty. Od głównej drogi trzeba teraz nieco odbić w lewo, by dojść do Gautschgrotte. Poza imponującymi rozmiarami tworzących grotę skał, atrakcją jest spływający z ich szczytu wodospad. Choć dzisiaj nazwać te kapiące pojedyncze krople wodospadem to gruba przesada 😅. Ale po opadach deszczu na pewno wody jest więcej i wygląda to dużo atrakcyjniej.



Wracamy do miasteczka. W drodze powrotnej towarzyszył nam będzie ponownie zielony szlak... przynajmniej do pewnego momentu.



Po minięciu kamiennego mostku idziemy zielonym szlakiem jeszcze około 200 metrów i odbijamy z niego w prawo, w widoczną ścieżkę. Ta niebawem doprowadza nas do niezwykle stromego podejścia i dalej na kamienne schody. Pierwszy stopień znajduje się jednak na tyle wysoko, że nie sposób wspiąć się na niego. Na szczęście dużą pomocą okazuje się podstawiony drewniany pień. Dalej jest już zdecydowanie łatwiej. A po co my właściwie tam się w ogóle wspinamy? Idziemy na Rittelfels, skałę z tarasem widokowym, z której roztacza się przepiękny widok na zamek.




Mamy duże obawy przed schodzeniem tą samą drogą. Na szczęście okazuje się, że ze skały można niemal po płaskim, bardzo wygodnie dojść do ulicy Waldstrasse, prowadzącej bezpośrednio do miasteczka 😂. Po drodze trafiamy na informację turystyczną, w której możemy przybić pieczątki w naszych książeczkach GOT.


Mijamy charakterystyczne dla niemieckiej architektury szachulcowe domy, podążając cały czas w kierunku zamku.



Dochodzimy na rynek, na który przyjechaliśmy wcześniej samochodem. To właśnie tutaj nie udało nam się stanąć na parkingu. Zanim wejdziemy na zamek, w kawiarni u jego podnóża postanawiamy zrobić sobie chwilę przerwy na kawę i coś słodkiego do niej.


Zamek Hohnstein wybudowany został najprawdopodobniej w XII wieku jako warownia obronna. W swojej wielowiekowej historii pełnił również funkcję więzienia, a także schroniska młodzieżowego. Góruje nad miastem Hohnstein, stanowiąc niezwykle ciekawy punkt widokowy.




Z zamku wracamy na znane już nam leśne ścieżki, które doprowadzają nas z powrotem na parking. 


To koniec naszej wizyty w Saskiej Szwajcarii. Ten niezwykle piękny i malowniczy rejon Niemiec zrobił dzisiaj na nas ogromne wrażenie. Już wiemy, że jeszcze tu wrócimy!
Tymczasem ruszamy w drogę powrotną do Polski. Nie kierujemy się na autostradę, a bardziej lokalnymi drogami, przez Czechy i ponownie Niemcy, wjeżdżamy do naszego kraju. A wszystko przez to, że chcemy odwiedzić 👉jeszcze jedno, niezwykłe miejsce.

POZDRAWIAMY

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz