Długa droga do celu.
Zbliża się koniec roku, a my mamy jeszcze sporo dni urlopu. W Polsce jednak pogoda mocno średnia, więc decydujemy się na dalszy wyjazd.
Niespełna dwa tygodnie temu kupiliśmy wycieczkę objazdową po... Meksyku 😀. Planowaliśmy tam jechać już w marcu, jednak ostatecznie wybraliśmy wówczas 👉Maroko. Okres przygotowań minął szybko i nadszedł czas wyjazdu. Przed nami dłuuuga podróż.
Z Poznania jedziemy wieczornym pociągiem do Warszawy. Na miejscu jesteśmy późno w nocy. Z dworca kolejowego przejeżdżamy na Lotnisko Chopina, skąd rano mamy wylot do meksykańskiego Cancun.
Poza ozdobami świątecznymi zauważamy na lotnisku coś jeszcze. Otwarty w 1934 roku warszawski port lotniczy obchodzi w tym roku swoje dziewięćdziesiąte urodziny.
Po krótkiej nocy spędzonej na lotnisku ustawiamy się do odprawy biletowo - bagażowej. Jesteśmy pierwsi w kolejce. Po chwili oczekiwania nadajemy nasze walizki, a sami udajemy się do punktu kontroli osobistej. Po dopełnieniu wszystkich formalności idziemy w końcu na śniadanie. W tym czasie widzimy jak bagaże i towary pakowane są do samolotu. Polecimy największą jednostką we flocie Polskich Linii Lotniczych LOT - Boeingiem 787-9 Dreamliner.
Zajmujemy miejsca w samolocie i gdy wszyscy wejdą już na pokład rozpoczynamy kołowanie. Na początek podjeżdżamy pod maszyny, które specjalnym środkiem odlodzą skrzydła samolotu w celu usunięcia warstwy lodu i zabezpieczą je przed ponownym oblodzeniem. A wszystko przez to, że samolot spędził noc na lotnisku. Takiej atrakcji jeszcze nie mieliśmy. A później już bezpośrednio na pas startowy.
Start to najpiękniejszy moment całego lotu. To uczucie jak potężna moc silników wciska człowieka w siedzenie... bezcenne 😁.
Wznosimy się w powietrze, żegnamy się z Polską i przez Czechy, Niemcy oraz Francję wlatujemy nad wody Oceanu Atlantyckiego. Do pokonania mamy około 9500 kilometrów, co powinno zająć około 12 godzin. To lot czarterowy, więc lecimy z Warszawy bezpośrednio do meksykańskiego Cancun. Wszystkie parametry lotu są na bieżąco dostępne na ekranach.
Gdy osiągamy wysokość przelotową wynoszącą około 10 000 metrów nadchodzi czas śniadania. Ku naszemu wielce pozytywnemu zaskoczeniu, bardzo obfitego śniadania jak na lot czarterowy. Jest bułeczka i sporo wędliny, serka i warzyw do niej, ale przede wszystkim coś na ciepło, a nawet drożdżówka na deser 😉.
A później już co kto lubi 😉. Jest poduszka i kocyk - można spać. Pokładowe centrum rozrywki oferuje sporo filmów i muzyki - można oglądać i słuchać. Można również podziwiać widoki za oknem. Te są jednak bardzo monotonne, gdyż cała Europa i Ocean Atlantycki spowite są gęsta warstwą chmur.
Po około 5 godzinach lotu zaczyna nam się dłużyć. A to jeszcze nawet nie połowa. Jak zauważamy na monitorach, nad oceanem wznieśliśmy się blisko 1500 metrów wyżej, osiągając pułap ponad 11 500 metrów.
Biel chmur zaczyna znikać dopiero nad Karaibami. A gdy dolatujemy w końcu do Cancun są już tylko pojedyncze obłoki. Zanim jednak rozpocznie się zniżanie czas na drugie śniadanie. Teraz już tylko kanapka. Ale całkiem smaczna.
Gdy nad Półwyspem Jukatan obniżamy wysokość, na pierwszy rzut oka zadziwia nas pokrywająca go intensywna zieleń. Meksyk kojarzy się przecież z krajobrazem półpustynnym i kaktusami 🌵 😁. Jak się jednak okazuje, Półwysep Jukatan znajduje się w strefie klimatu podrównikowego wilgotnego. Roczne sumy opadów wynoszące tu nawet ponad 3000 mm zapewniają idealne warunki do wzrostu roślin.
Jeszcze kilka manewrów w powietrzu, by podejść do lotniska z właściwej strony i w końcu lądujemy!
Po wielu godzinach możemy wreszcie opuścić pokład samolotu. Idziemy do odprawy paszportowej. W tym czasie służby lotniska wyciągną z samolotu nasze bagaże.
Na teren Meksyku wchodzimy bez żadnych problemów. Co jednak ważne, nie można mieć ze sobą żadnego jedzenia w postaci kanapek, mięsa, serów itp. Na każdego "przemytnika" czeka pies, który wyczuje schowane przekąski.
Na lotnisku spotykamy się z przedstawicielem biura podróży, który wskazuje nam właściwy autokar. Jedziemy do hotelu na pierwszą noc w Meksyku. Choć od porannego wylotu minęło ponad 12 godzin, dzięki zmianie strefy czasowej mamy nadal popołudnie. Idziemy więc jeszcze na krótki spacer. Trzeba kupić napoje i przede wszystkim wymienić walutę na peso meksykańskie.
W hotelu mamy łączność z internetem, dzięki czemu w serwisie FlightAware możemy zobaczyć nasz cały lot.
A już jutro wczesnym rankiem spotkamy się z naszym pilotem wycieczki i ruszymy do pierwszego celu. Będzie to 👉niezwykła Chichen Itza.
POZDRAWIAMY☺
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz