czwartek, 19 grudnia 2024

Wizyta u szamana i nad Wodospadem Eyipantla (Meksyk)

W drodze ze stanu Veracruz do Puebla.

Wczoraj wieczorem przyjechaliśmy z 👉majańskiego Palenque do położonego w stanie Veracruz miasteczka Catemaco. 

CATEMACO 


Wczesna pobudka już nas nie dziwi. Na godzinę 6:00 idziemy do jednej z lokalnych restauracji na śniadanie. A po nim mamy kilka minut czasu wolnego, który wykorzystamy na odwiedzenie przepięknej Bazyliki Matki Bożej z Góry Karmel (Basilica de Nuestra Senora del Carmen). Świątynia dominuje wielkością nad głównym placem miasteczka. Już wczoraj wspominaliśmy, że swym wyglądem kojarzy nam się bardzo z takimi tradycyjnymi kościołami Ameryki Łacińskiej. Dziś jest otwarta i zaglądamy do jej wnętrza.


Bogato zdobione, kolorowe wnętrze bazyliki szykuje się na obchody Świąt Bożego Narodzenia. Jest już żłóbek, w którym jednak nie odnajdziemy jeszcze małego Jezuska, bo ten przyjdzie na świat dopiero za kilka dni. 



W wejściu do świątyni wisi piniata. Jej obecność związana jest ściśle ze Świętami Bożego Narodzenia, kiedy to wypełniona słodyczami kula zostaje rozbita. Tradycja ta wywodzi się z czasów prekolumbijskich. Od Indian przejęli ją hiszpańscy konkwistadorzy, który zamienili ją na tradycję chrześcijańską. Współcześnie coraz częściej piniaty pojawiają się również na innych uroczystościach, na przykład na urodzinach.


Słońce jeszcze nie wzeszło, ale w Catemaco cały czas jest jasno. Miasteczko pięknie rozświetlają kolorowe ozdoby świąteczne. 



Wracamy do hotelu, gdzie zbiera się cała grupa. Dzisiaj nie wsiadamy do autokaru, a idziemy nad brzeg jeziora Catemaco. Po drodze mijamy ciekawą figurę. Choć Meksyk w zdecydowanej większości jest krajem katolickim, kultywuje się tutaj tradycję Sante Muerte, czyli Świętej Śmierci. Oznacza to, że poza wszystkimi świętymi uznawanymi przez kościół katolicki, w Meksyku jest jeszcze Święta Śmierć. Choć nie jest ona uznawana przez Watykan, znajduje tutaj wielu wyznawców.


Położone nad jeziorem Catemaco miasteczko Catemaco uznawane jest za meksykańską stolicę szamanów. I właśnie teraz idziemy nad brzeg jeziora, skąd wyruszymy w rejs na spotkanie z jednym z ludowych czarodziejów. Nieopodal jeziora natrafiamy na mural przedstawiający wiedźmę - to pierwszy sygnał, że znajdujemy się w królestwie szamanizmu.


W DRODZE DO SZAMANA 


Gdy dochodzimy nad brzeg jeziora Catemaco widzimy sporo czapli, które przyleciały tu chyba na śniadanie. Póki co słońca jeszcze nie ma, a na niebie dominują chmury.





W przystani czekają już na naszą grupę trzy łodzie, którymi wyruszamy w rejs po wodach jeziora Catemaco. Docelowo płyniemy na spotkanie z szamanem, jednak odwiedzimy jeszcze dwie niezwykłe wyspy.


Żegnamy się z miasteczkiem Catemaco i jego piękną bazyliką, której wysokie wieże widoczne są z daleka. Płyniemy w stronę wschodzącego słońca.






Po kilkudziesięciu minutach rejsu dopływamy do brzegów pierwszej z wysp. Z daleka widoczne są na drzewach białe plamy - to oczywiście ptaki. My jednak chcemy zobaczyć... małpy.


Jest❗ Tam w górze na drzewie. A tam obok kolejna - słychać co chwila na łodzi. Jednak nasze serce zdobywa jedna z nich, która dosłownie wychodzi nam na spotkanie.






Oto jeden z przedstawicieli mieszkających na wyspie czepiaków, zwanych małpami pajęczymi. Te niezwykłe i bardzo inteligentne stworzenia mają długie ręce i palce, którymi chwytają się drzew zwisając niczym pająki. Ponadto długi ogon umożliwia im podpieranie się i utrzymanie pozycji pionowej.




Na wyspie mieszka 20 małp pajęczych, jednak nie trafiły tu w sposób naturalny. Sprowadził je człowiek w ramach projektu badawczego, ale też pewnie dla przyciągnięcia turystów.


Odpływamy od brzegów wyspy czepiaków i kawałek dalej dobijamy do kolejnej, gdzie swoje królestwo mają makaki. Sześć małp umieścili na wyspie naukowcy w celach badawczych. Makaki nie są zbyt ruchliwe i chowają się wśród gęstych liści drzew. Może przez to, że są dość grube... zbyt dużo pokarmu dostarczają im ludzie. Zauważono, że czepiaki zjadają tylko tyle, ile potrzebują. Natomiast makaki wszystko, co im się przywiezie.






Dwie wyspy odwiedzone, małpy zobaczone - płyniemy teraz do szamana.




WIZYTA U SZAMANA 


Wśród dawnych cywilizacji szamani zajmowali jedno z najwyższych miejsc w hierarchii. Byli swego rodzaju przywódcami duchowymi (należy jednak pamiętać, że szamanizm nie stanowi odrębnej religii), którzy dzięki swym transom potrafili nawiązać kontakt ze światem nadludzkim, z duchami przodków, czy demonami. Dziś ich rola jest zdecydowanie mniejsza. Nie są to już ludzie ubrani w skóry, ozdabiający się kośćmi zwierząt i różnego rodzaju świecidełkami. Dziś szamani wyglądają jak zwykli ludzie. Niezwykła pozostała jednak ich moc. A jeśli znajdziemy gdzieś takiego typowego szamana, skaczącego na pół nago (a będą tacy na głównym placu w mieście Meksyk), to w zdecydowanej większości są to oszuści, którzy urządzają spektakl dla pieniędzy.



Podczas dzisiejszej wizyty u szamana nie będziemy przywoływać żadnych duchów, ani przodków, a przejdziemy prosty rytuał oczyszczenia.



    



Prosto z tropikalnego lasu idziemy do autokaru i przejeżdżamy nieopodal na parking usytuowany w niewielkiej miejscowości Salto de Eyipantla. 

WODOSPAD EYIPANTLA


Przed nami krótki spacer na taras widokowy usytuowany nad brzegiem rzeki Catemaco, skąd będziemy mieli cudowny widok na Wodospad Eyipantla.


Wodospad Eyipantla ma aż 50 metrów wysokości, a krawędź, z której spada woda jest szeroka na 40 metrów. To najbardziej okazały i najpiękniejszy wodospad w stanie Veracruz. Stał się on nawet areną filmową. Nakręcono tu amerykański dramat przygodowy "Medicine Man", znany w Polsce jako "Uzdrowiciel z tropików" oraz historyczny film akcji i przygody osadzony w czasach Majów pod tytułem "Apocalypto" w reżyserii Mela Gibsona. Tak nawiasem mówiąc polecamy tę produkcję, bo doskonale ukazuje brutalność cywilizacji Majów, o czym wspominaliśmy już podczas wizyty 👉w Chichen Itzy.




Na Wodospad Eyipantla można jeszcze spojrzeć z dołu. Znajduje się tam drugi taras widokowy, jednak aktualnie niedostępny ze względu na uszkodzoną ścieżkę sprowadzającą do koryta rzeki Catemaco. Wracamy więc na parking, przyglądając się po drodze niezwykłemu pająkowi. To Nephila clavipes, zwany potocznie złotym jedwabnym pająkiem. Tuż po pająkach ptasznikach jest największym przedstawicielem tych zwierząt na kontynencie amerykańskim. Dorosłe samice osiągają aż 10 centymetrów rozpiętości swoich odnóży. Piękne, ale jednocześnie odrażające stworzenie 😁.


Do odjazdu mamy jeszcze trochę czasu. To doskonała okazja na wizytę w lokalnym barze, gdzie serwują Coco Loco. To egzotyczny drink, który pije się bezpośrednio z kokosa, a jego najważniejszym składnikiem jest świeża woda kokosowa.




Ruszamy w dalszą drogę. Przed nami kolejny długi przejazd. Mamy do pokonania ponad 400 kilometrów do położonego wysoko w masywie gór Kordyliery Wulkanicznej, miasta Puebla. Ponownie zmienimy stan przejeżdżając z Veracruz do stanu Puebla. Po drodze oczywiście mamy przystanek obiadowy. Zatrzymujemy się w niewielkiej miejscowości na trasie, gdzie próbujemy tradycyjnych lokalnych specjałów. Z racji, że znajdujemy się dość blisko Zatoki Meksykańskiej, w tutejszym menu znajdziemy owoce morza i różnego rodzaju ryby. Oczywiście pyszna meksykańska wołowina też zagości na stole 😉. A przy okazji możemy zobaczyć jak sprawnie panie przygotowują pyszne dania.




Na deser słodkie ciasteczko zrobione z owoców melonowca właściwego, zwanego potocznie papają. Za to przed restauracją pojawił się nie wiadomo skąd pan sprzedający lody. To gdyby ktoś nie miał ochoty na słodką papaję 😉.


Do odjazdu autokaru mamy jeszcze chwilę czasu. Zaglądamy więc tu i ówdzie, by uszczknąć choć trochę z życia miejscowej ludności. Jak widać w miejscu oddalonym od popularnych szlaków turystycznych rzeczywistość nie wygląda już tak kolorowo. Nie trzeba się wysilać, by dostrzec zdecydowanie większą biedę.





Posileni ruszamy w dalszą drogę. Drogami wijącymi się wśród gór Kordyliery Wulkanicznej wspinamy się na wysokość ponad 2000 metrów nad poziomem morza. Zza okna autokaru widoczne są teraz malownicze panoramy. Wraz z wysokością spada jednak temperatura. Już nie będzie tak gorąco, a poranki okażą się nawet bardzo rześkie.


Do Puebli docieramy już po zachodzie słońca. Od razu po wyjściu z autokaru czuć wyraźnie niższą temperaturę niż mieliśmy w minionych dniach. Idziemy na obiadokolację, po której udamy się jeszcze na 👉krótki spacer po rozświetlonym mieście.

POZDRAWIAMY

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz