Wędrówka doliną między Lasockim Grzbietem, a Kowarskim Grzbietem.
Tydzień po powrocie z Bułgarii jedziemy w góry. Pogoda zapowiada się całkiem ciekawie, trzeba więc wykorzystać nadarzającą się okazję. Tradycyjnie już naszą bazą wypadową zostaje Jelenia Góra, do której przyjechaliśmy wczoraj wieczorem. A dziś z samego rana kierujemy się na polsko-czeską granicę na Przełęczy Okraj. Jedziemy do Dolni Mala Upa, skąd planujemy wyruszyć na szlak. Znajduje się tutaj całkiem spory parking i skrzyżowanie szlaków opisane jako Spaleny Mlyn.
Choć znajdujemy się w Karkonoszach i po tych górach będziemy dziś chodzić, nie będzie to taka typowa wycieczka górska. Więcej będziemy dziś spacerować po miejscowości.
ŠIMOVE CHALUPY
Na początek, wzdłuż płynącego tu potoku Mala Upa, idziemy poboczem drogi zgodnie ze wskazaniem zielonego szlaku. Ten jednak odbija po chwili w lewo. My idziemy dalej prosto asfaltową szosą, którą tu wcześniej dojechaliśmy, schodząc z niej kawałek dalej w lewo na leśną drogę. Wchodzimy do Lwiej Doliny.
Lwia Dolina (Lví důl) rozciąga się na długości 4 kilometrów pomiędzy masywami Ruzova hora (1393 m n.p.m.) na zachodzie, a Jeleni hora (1173 m n.p.m.) na wschodzie. O istniejących tu niegdyś górniczych tradycjach i ciekawej historii tego miejsca możemy przeczytać na tablicy.
Próżno szukać w Lwiej Dolinie szlaków pieszych. Jest za to szlak rowerowy, którego śladem ruszamy przed siebie. Tak na marginesie mówiąc, wygląda on bardzo ciekawie i chyba latem wrócimy tutaj na rowerową przejażdżkę.
A teraz dochodzimy do Drogi Francuskiej. Prowadzi ona stromo pod górę stokami Jeleni hory. Jej nazwa wzięła się od francuskich jeńców wojennych, którzy w czasie II wojny światowej budowali ten szlak.
Idziemy dalej prosto dnem Lwiej Doliny. Naszym celem są położone na stokach Jeleni hory, Šímove Chalupy. By się tam dostać musimy jednak wspiąć się nieco wyżej.
Dochodzimy na wysokość około 1000 metrów nad poziomem morza, gdzie znajdują się pierwsze domy. Kolejne zabudowania widać powyżej.
Miejsce to nazywa się Šímove Chalupy. Składa się na nie kilka domów wybudowanych na rozległej łące na stokach Jeleni hory. Te najniżej położone znajdują się na niespełna tysiącu metrach nad poziomem morza. Najwyżej wybudowano je na wysokości 1060 metrów nad poziomem morza. Współcześnie uważane są za najbardziej niezwykłe obiekty architektury w Karkonoszach. Są również najbardziej oddalonymi od cywilizacji domostwami w tych górach. O ile latem nie ma większego problemu z dojściem, a nawet dojazdem na przykład quadem, zimą potrafią być odcięte od świata. Próżno szukać tu również elektryczności, a woda dostępna jest tylko ze studni.
Wszystkie chaty reprezentują styl maloupskiej architektury ludowej, przez co wpisane zostały do rejestru zabytków i znajdują się pod opieką konserwatora.
W tak pięknych okolicznościach przyrody i architektury robimy przerwę na posiłek. Dziś będzie to dość nietypowe jedzenie, jak na górski szlak. Wzięliśmy ze sobą... sushi 😁.
Po chwili przerwy, podczas której odpoczęliśmy również po trudach wspinania się stromymi stokami Jeleni hory, znaną już drogą wracamy do Dolni Mala Upa - Spaleny Mlyn. Tutaj obieramy za przewodnika szlak koloru niebieskiego, zgodnie ze wskazaniami którego kierujemy się do położonej nieco wyżej Malej Upy.
Miejscowość Mala Upa rozciąga się na długości około 5 kilometrów w malowniczej dolinie pomiędzy Kowarskim, a Lasockim Grzbietem. Po naszej prawej stronie pięknie widać teraz 👉Lasocki Grzbiet, stanowiący wschodnią część Karkonoszy.
Idąc asfaltową drogą wśród zabudowań Malej Upy, uznawanej dziś za typowo letniskowo-wypoczynkową wieś, spotykamy na szlaku sporo pięknych krzyży i kapliczek.
Mala Upa dzieli się na dwie części. Są to położona niżej Dolni Mala Upa oraz granicząca z Polską i położona wyżej Horni Mala Upa. W jej skład wchodzi jednak jeszcze kilka dawnych osad górskich, jak na przykład Pomezni boudy, Rennerovy boudy, Nove domky, czy Spalony Mlyn, skąd idziemy. A teraz dochodzimy do dawnej osady U Kostela, dziś również wchodzącej w skład Malej Upy.
Wstępujemy do gospody Sokoli boudy na ciepły posiłek. A o historii samego obiektu możemy przeczytać na tablicy. Trzeba wykorzystać wizytę w Czechach i skosztować tradycyjnych dań naszych południowych sąsiadów.
Po solidnym posiłku ruszamy dalej. Będąc U Kostela warto zwrócić uwagę na ciekawą architekturę i historię tutejszych budynków. Dawna szkoła, kościół i jego otoczenie oraz sąsiadujący z nim cmentarz - wszystkie obiekty opisane zostały na tablicach. Wśród dostępnych języków, o dziwo!, jest język polski. Dość rzadka to przypadłość u naszych południowych sąsiadów.
U Kostela zmieniamy kolor szlaku na czerwony i przechodząc obok rzeźby św. Jana Nepomucena idziemy w kierunku kolejnej osady, wchodzącej dziś w skład Malej Upy.
Rennerovy boudy to kolejna dawna osada górska, którą włączono współcześnie do Malej Upy.
Ruszamy dalej, teraz w kierunku osady Nove domký. Ponownie pojawiają się widoki. Po drugiej stronie doliny, w której ulokowała się Mala Upa, widoczny jest 👉Kowarski Grzbiet ze szczytami Czoła (1270 m n.p.m.) i Skalnego Stołu (1284 m n.p.m.).
Nieco bardziej na lewo od Kowarskiego Grzbietu widoczny jest 👉Czarny Grzbiet i znajdujący się tam szczyt Czarnej Kopy (1411 m n.p.m.). Za Czarną Kopą powinna być Śnieżka, najwyższe wzniesienie Karkonoszy, niestety schowała się w chmurach.
Całkiem dobrze widać za to położone na zboczach Czarnej Kopy, czeskie Schronisko Jelenka.
W dawnej osadzie górskiej Nowe Domki warto zwrócić uwagę na trzy budynki usytuowane pod numerami 30, 31 i 32 wykonane w tradycyjnej, górskiej architekturze ludowej. Nieco inny jest dom pod numerem 33, dostosowany już do potrzeb turystyki.
Idąc dalej czerwonym szlakiem zbliżamy się do Horni Mala Upa i polsko-czeskiej granicy na Przełęczy Okraj. Coraz lepiej widoczne są zabudowania tej części miejscowości Mala Upa. Co więcej, w oddali dostrzegamy również szczyt 👉Czarnej Góry (1299 m n.p.m.). Bardzo łatwy do rozpoznania, bo zwieńczony nadajnikiem telewizyjnym.
Dochodzimy na Przełęcz Okraj. Tu krzyżuje się wiele szlaków, wśród nich szlak upamiętniający Jiriho Novaka, dyrektora czeskiego Karkonoskiego Parku Narodowego w latach 2000-2007. Prowadzi on z Pomezni boudy, najwyżej położonej górskiej osady wchodzącej dziś w skład Malej Upy, na Łysocinę (1188 m n.p.m.), najwyższy szczyt Lasockiego Grzbietu.
Niemal na samej granicy znajduje się polskie Schronisko na Przełęczy Okraj. Wracamy na chwilę do kraju, by przybić schroniskową pieczątkę w naszych książeczkach Górskiej Odznaki Turystycznej.
Po krótkiej wizycie w Polsce wracamy do czeskiej Malej Upy, a dokładnie rzecz ujmując, do dawnej Pomezni boudy. Tu odwiedzamy lokalny browar, zaopatrując się w prawdziwie czeski, pyszny, złocisty trunek. A po krótkiej przerwie na posiłek (tak! Marta już zgłodniała 🤭) przechodzimy na drugą stronę ulicy do Informacji Turystycznej. Wiele razy byliśmy na Przełęczy Okraj, zawsze jednak zbyt wcześnie lub zbyt późno, by placówka była otwarta. Dzisiaj wreszcie się udało.
Warto odwiedzić położony po czeskiej stronie budynek Informacji Turystycznej, gdyż oprócz możliwości zakupienia pamiątek, znajduje się w nim niewielkie muzeum. Ekspozycja poświęcona jest samolotowi Junkers Ju-52, który rozbił się 23 lutego 1945 roku po południowej, czeskiej stronie Czarnego Grzbietu. Ewakuował rannych z oblężonego wówczas Wrocławia i najprawdopodobniej na skutek błędu nawigacyjnego tragicznie zakończył swój lot w górach. Zginęły łącznie 23 osoby, z czego 15 na miejscu, a 8 w wyniku poniesionych obrażeń i zamarznięcia. Zaledwie pięć osób przeżyło tę katastrofę. W muzeum możemy zobaczyć resztki samolotu.
Miejsce katastrofy widzieliśmy podczas 👉zeszłorocznej wędrówki na Śnieżkę.
Oprócz pamiątek z katastrofy, w muzeum prezentowane są również eksponaty związane z historią Malej Upy. Wśród nich na przykład historyczne zdjęcie, kiedy istniała jeszcze osada U Kostela i oryginalny mechanizm zegarowy z wieży tamtejszego kościoła.
Są tu również sanie rogate, wykorzystywane niegdyś do transportu drewna, które z czasem zyskały miano atrakcji turystycznej. Tak na przykład zwożono turystów ze Strzechy Akademickiej do Karpacza. Po dziś dzień możemy przy tym żółtym szlaku zobaczyć 👉wyrytą płaskorzeźbę saneczkarza. A skoro znajdujemy się w Karkonoszach, nie może zabraknąć także Ducha Gór.
Wśród bogatej oferty pamiątek dostępnych w Informacji Turystyczne trafiamy na genialne pocztówki ukazujące Karkonosze z zupełnie innej perspektywy, na przykład z 3000 metrów 😍. Z tej strony góry te nie są nam znane, a trzeba przyznać, że prezentują się wspaniale.
Opuszczamy budynek Informacji Turystycznej i obierając za przewodnika szlak koloru żółtego ruszamy w drogę powrotną do niżej położonej części Malej Upy. Na szlaku mijamy kolejne tablice informujące o historii tych ziem. Ciekawa jest zwłaszcza ta dotycząca Malej Upy - niepozorna górska miejscowość, a może poszczycić się wieloma "NAJ" w kraju.
Zostawiamy za plecami zabudowania Horni Mala Upa i przez dawne osady górskie Cerna Voda i Rotterovy boudy dochodzimy do punktu widokowego.
Punkt widokowy na terenie dawnej osady Rotterovy boudy pozwala nam jeszcze raz spojrzeć na Królową Karkonoszy – Śnieżkę (1603 m n.p.m.). Niestety szczyt cały czas skryty jest w chmurach. Piękny byłby stąd widok, gdyby pogoda była lepsza.
Zgodnie ze wskazaniem szlaku żółtego dochodzimy ponownie do osady U Kostela.
Tak jak za pierwszym razem, teraz również robimy tu przerwę. Choć może nie jesteśmy jakoś bardzo głodni, trzeba jednak coś zjeść, bo później nie będzie już takiej okazji. A z racji, że znajdujemy się w Czechach, próbujemy kolejnych ich specjalności.
By nie wracać tą samą drogą co szliśmy rano, U Kostela nie zmieniamy koloru szlaku i trzymając się dalej żółtych wskazań idziemy w kierunku Dolni Mala Upa. Po drodze mijamy kolejne zabytkowe chaty.
Żółty szlak doprowadza nas do drogi wiodącej przez Spalony Mlyn, najniżej położoną dawną osadę górską, wchodzącą dziś w skład Malej Upy. Tym samym zatoczyliśmy pętlę w kształcie ósemki, wędrując z Dolni Mala Upa do Horni Mala Upa i z powrotem.
Choć może nie była to taka typowa wędrówka górska z zapierającymi dech w piersiach widokami, jakoś wyjątkowo podobał nam się ten szlak. Pomimo, że w dużej mierze wędrowaliśmy asfaltem (czego bardzo nie lubimy), możliwość poznania nowych obiektów i historii tych ziem zdecydowanie nam to wynagrodziła. Wracamy do Polski, do Jeleniej Góry.
POZDRAWIAMY☺




























Brak komentarzy:
Prześlij komentarz